RinasStory – część 25 – KATO RACING

wpis w: RinasStory | 0

… zakładamy team wyścigowy. Odremontowałem swoją starą babcię Suzuki GSX-R 600 z 2001 roku. Co dalej?

Zacznijmy od motocykla.

Suzuki ukończone. Hajsów poszło dużo więcej niż zakładałem. Przyjmijmy, że rozbity motocykl był warty 4-5 tysięcy złotych. Na odbudowę do stanu wyjściowego wydam minimum 2-3 klocki. Plan zakładał że wydam 4 i będzie lux malina, full tuning. Finalnie wydałem… ponad 2x więcej. Plus drugie felgi, plus malowanie. Całość wyszła mnie 11-12 koła. Sporo. A biorąc pod uwagę że to-to ma 12 lat już – nie, nie sporo. Cholernie dużo. Ale co poradzić. Tak wyszło. Czy żałowałem ?

Nie. Bo czułem że mam coś wyjątkowego. Czułem, że to jest to co zawsze chciałem mieć – motocykl zrobiony dla mnie i pode mnie. Może nie „przeze mnie” ( to w kolejnym życiu 🙂 ) ale jednak czynnie uczestniczyłem w robieniu z gówna fajerwerków. A że się podniecałem tuningiem starego, 12-letniego trupa.? Wiele razy mówiłem. I będę mówił. Każdy z nas ma inne możliwości. Niektórzy tuningują Panigale i kosztuje ich to 150 tysięcy. Inni tuningują starą Ka1edynkę i kosztuje ich to 12 tysięcy. Nie może to zabierać radości z samego faktu, że coś robisz. Na tyle na ile pozwala Ci życie, miejsce, zdrowie i energia.

Nie ważne, ile masz w portfelu i na co Ciebie stać. Ważne, czy się realizujesz i spełniasz marzenia – w swoim własnym zakresie.

A więc czułem że je spełniam. A jak sobie w głowie to zacząłem układać, pod względem planów sportowych? Wtedy, myślałem – nie ma wyjścia. Na starym rzęchu jechałem 1:46; teraz nowe lagi, hamulce, lżejszy sprzęt, więcej mocy… Zaplanowałem sobie że 1:43 to minimum a jak Bozia da i dupa nie stchórzy, to i 1:42 ciachnę. A co! Niech się eR6óstki nowe boją. Pogromca nadchodzi! Fajnie teraz to pisać z perspektywy czasu. Oj, dostałem wtedy po dupie od rzeczywistości, dostałem… Ale o tym później 🙂 Na razie skupmy się na drugim, najważniejszym elemencie moich przygotowań do sezonu 2013. A właściwie to już nawet nie przygotowań, ile starcie sezonu!

Kato Racing

Dlaczego taka nazwa? Bo pasjonowali nas samuraje. Wojownicy. Walczący o coś… My też, razem – chcemy zawalczyć. Jedziemy sezon 2013. Razem. Maciek, Jacek, Marek i Paweł. Czterech jeźdźców apokalipsy. Czterech muszkieterów. Czterech spragnionych wrażeń. Czterech… amatorów, bo trzeba to sobie szczerze powiedzieć. W sezonie 2012 Sikor pojechał 1:45 na Yamasze R6 z 2006 roku, czyli na nowszym po-liftowym modelu. Jacek na Gixerze 1000 k6 zobaczył 1:44. Marek na Speed-Dejach nie zszedł poniżej 1:50 – fakt, że jeździł na starej F4i – a Rinas, o czym możecie sobie dogłębnie przeczytać – umęczył 1:46 na GSX-R 600 K1. Trzeba sobie jasno powiedzieć, to jest amatorka. Fakt, że już taki stan amatorki który pozwala na śmiałe i harde kroki w kierunku Pucharu Polski. I fakt, że te wyniki przyszły nam dosyć szybko, bo w 1 sezon. Nie każdy rodzi się Szkopkiem i ciśnie jak opętany od samego początku. Wielu amatorów treningów na torze i wyścigów dochodzi na poziom 1:46 / 1:44 w zdecydowanie dłuższym czasie i na zdecydowanie świeższych maszynach. Niemniej, wiemy, gdzie nasze miejsce obecnie. A gdzie chcemy się znaleźć…? Jak to, gdzie!

Chcemy się ścigać. Chcemy wygrywać.

Ale może zanim zacznimy, to cykniemy kilka fotek? Aha. Zanim cykniemy kilka fotek, to napiszmy kilka faktów ktore doprowadziły do tego że możemy cyknąć te kilka fotek i wrzucić na Fejsika a potem na prezentację na MotorManii. Fakty są następujące:

  • każdy z nas ma inne moto, ale malujemy podobnie ( tak samo się nie udało 🙂 )
  • wszyscy ciśniemy w Pucharze Polski – Rookie 600 / 1000
  • nikt z nas nie jest „hajsowny” – każdy zastanawia się na jak długo starczy kapuchy na paliwo i opony, ale fuck it!
  • w zimę odbyliśmy sporo spotkań między sobą, kilka tysięcy maili na bieżąco, multum czasu, energii, stresu i starań…
  • … oraz wiele rozmów z potencjalnymi Sponsorami – maile, telefony, spotkania face to face, wszystkie dostępne podstępne metody ( które wtedy myślałem że są skuteczne… wtedy zacząłem zbierać doświadczenie w tym temacie ale o tym później ) co zaowocowało faktem, iż…
  • … udało się pozyskać ( skromne, bo skromne ale nie od razu Rzym, tfu – giga-sponsoring, zbudowano!) wsparcie kilku firm
  • jeździć będziemy na Michelinach Pilot Powerach, bo dostaliśmy dobrą ofertę od Latex’a ( wtedy, importera )
  • patronat medialny zgodziła się objąć MotorMania.com.pl poprzez publikowanie naszych relacji
  • i co jeszcze, ten teges… zagrzani jesteśmy że HEJ!!! Dawać nam ten tor !!! Ale najpierw…

… dawać na tą sesję, trzeba jakieś FASZYN SESZYN cyknąć.

Ciach, ciach, ciach. Piętnastu fotoreporterów – tylko tylu dostało akredytacje na naszą prezentację. Ogromne tłumy gapiów za płotem. Helikopter fruwa nad nami żeby jak najprędzej dowiedzieć się, co też Rinas ma stunowanego w swoim Suzuki! Co za emocje! Co za…

… fantazja. To wszystko dzieje się jedynie w moim umyśle 😉 Ale kto mi zabroni uciekać w świat marzeń. A co. A rzeczywistość? I tak było spoko. Ale jak zwykle – na wariata, improwizorka, totalny chaos. Motocykl gotowy miałem tylko ja i Sherman ( Jacek ). Marek i Sikor ( Maciek ) kończyli składać wszystko do kupy. No ale za tydzień pierwszy Speed-Day. Trzeba działać! Moje Suzuki też dosłownie w ostatniej chwili. Okleina tuż przed sesją nakładana, lakier jeszcze błagał o słońce. Ale nie ma litości. Pakujem szpeje na fury. Jedziem pod Narodowy. A co! Dwóch fotografów to Miśka i Agata. Jacka i Rinasa dziewczyny. Wywiązały się na 99 % 🙂 Lipy nie ma. Ile się dało, to się dało. A co z tego…

… że każdy z nas ma inny kombinezon, na sesji 2 motocykle a rajderów czterech i nie wszystko jest PROFI ?

NIC. Jesteśmy szczęśliwi. Spełniamy marzenia. Nikt nam nic nie „załatwił”, nikt nas nie uczył jeździć, nikt nam nie otwierał drzwi. Każdy z nas sam uczył się jeździć, razem szukaliśmy hajsu, wspólnie się motywowaliśmy. Dalej chcemy biegać do biura zawodów po kartki z wynikami. Ale już nie po karteczki na Speed-Day’u. Teraz chcemy biegać po poważne, prawdziwe wyniki. Wyniki kwalifikacji, wyniki wyścigów, wyniki punktów… Czułem się wtedy naprawdę ważny. Byłem pewien, że to projekt mojego życia. Że zawładnę polskimi wyścigami. Że wszyscy będziemy naprawdę mocni. Wierzyłem, że za kilka lat mogę zostać Mistrzem Polski. Ale zaraz, zaraz – powoli. Najpierw, to trzeba pościgać się w Pucharze Polski. I coś tam wygrać. I nie opierać się na marzeniach i teorii, ale na faktach. Umiesz jeździć? Umiesz odwijać? Hamujesz jak szatan? Udowodnij to. I nie na Plej-Stejszyn. Ale na torze. Ale zanim coś wygrasz, to chyba…

… trzeba by coś potrenować? No ba. Jedziemy na Tor Poznań. Na Speed-Day!

Pierwsze jazdy po zimie. Czas sprawdzić motocykle, siebie. Pracę „zespołową”, jak idzie nam logistyka, pakowanie, wyjeżdżanie, wracanie… Jak schodzą opony, jak się jeździ na Michelin, jak jeździ konkurencja? I przede wszystkim, sprawdzić…

… CZY JA PRZYPADKIEM NIE JESTEM ZBYT AMBITNY, A MOJE PLANY I MARZENIA TO PRZEROST FORMY NAD TREŚCIĄ ???

Czas, rzeczywistość, los, ciężka praca, kontuzje, pokora i cierpliwość – pokażą.

Oj, pokażą. I to mocno 🙂

c.d.n.