RinasStory – część 18 – WPP – Wielka Poznańska Porażka… cz.2

wpis w: RinasStory | 1

Nie wiem co myśleć…
Pakuję się do domu…
Nic tu po mnie…

DOBRA, PAWEŁ – PRZESTAŃ PIEPRZYĆ – OGARNIJ SIĘ !!!

Z cukru ani opinii innych się nie składasz, woda Ciebie nie rozpuści a lekki wstyd – nie zaszkodzi. Bierz się do roboty…

Podobno, jak na pierwszym Speed-Day’u nie rozmienisz „DWÓJKI” to jesteś leszcz. Nie wiem, nie znam się, powtarzam co mi wtedy mówili. Moja pierwsza sesja skończyła się na 2:17 – gorzej niż leszcz…

OK, co tu poradzić, jeździmy dalej… drugi wyjazd to dalsze ogarnianie toru, uczeniu się CZEGOKOLWIEK! Trzeci wyjazd to 2:05. Po trzecim wyjeździe moja tylna opona pokazała druty a więc czas na zmianę.

Wtedy, było 8 sesji do jeżdżenia na Speed-Deju dziennie.

A więc przerwa miała tylko 40 minut od sesji do sesji, biorąc pod uwagę czas na zjazd i wyjazd to około 35 minut…? OK, zdejmuję koło. Nigdy wcześniej sam tego nie robiłem. Motocyklem na miasto jeździłem na wulkanizację, a na kartingu to nie miało znaczenia – łopona styknie na 3 wyjazdy na karting i nic się nie zmienia. No to zabieram się za to ale nie idzie mi totalnie. Ogólnie jestem „lewy” z mechaniki. Nie mam o tym pojęcia. Spociłem się, nakląłem na czym świat stoi, totalna masakra.

Minęło 10 minut, a ja wyjąłem ośkę…

Robiąc to i się męcząc, zauważyłem – kątem oka – jakiegoś gogusia, jednego zawodnika z WMMP. Nie powiem kogo bo nie ma takiej potrzeby ( dodatkowo zmieniłem z czasem o nim zdanie ) ale mnie koleś totalnie wkurzył. Siedział 2 metry ode mnie, widzi że totalnie nie ogarniam, a nawet na 1 milimetr nie pomógł. Wiadomo – on, gwiazda – ja, leszcz – konflikt warstw społecznych, to raz. Dwa – nie każdy każdemu musi pomagać. Ale ja bym pomógł. No nic, olać go. On ma prawo mnie olać, ja olewam jego. Oddaję koło na zmianę opony, zakładam. PACH! A tu już trzeba wyjeżdżać! Zmęczony, wkurzony ale nabuzowany – wyjeżdżam!

Jeżdżę całą sesję – staram się, skupiam się jak nie wiem co, daję z siebie total 101 %. Zjeżdżam, a na monitorze…

1:59,363 i trzeci czas w grupie C !!! yeah !!! 

Cieszyłem się jak dzieciak. No, to na koniec dnia pewnie z 1:50 będzie…?

Hehe, chyba nie bardzo, Paweł. Każdą kolejną sesję – jeździłem coraz wolniej. Raz, że nie umiałem szybciej. Dwa – wyszło zmęczenie, spałem 2 godziny, długa droga. OK, nic dzisiaj nie zwojuję więcej – pogodziłem się z tym. A więc pierwszy dzień na dużym torze, pierwsze 8 sesji – zakończone z porywającym czasem 1:59 w 4-tej sesji…

Co ja wtedy miałem w głowie, to tylko ja wiem.

Uknułem kilka opcji:
– rekordy toru i czasy tych najszybszych to ŚCIEMA !!!
– to jest ogólnie jakiś wielki spisek
– ktoś nas oszukuje, ale po co…?
– na pewno jak ludzie jadą mega-szybko – gruby A, B – to im pewnie skracają tor i dają jakąś krótszą nitkę…?

Nie mieściło mi się w głowie, że jakiś inny człowiek może jechać 20-25 sekund szybciej ode mnie…

Jak, pytam się…

JAK ???

Paweł, ogarnij się – powiedziałem sobie – jak to jak…

TRENUJĄC !!!

Zostało mi pół metra do zdzierania slajderów na kolanach ( a na kartingu zdzierałem je na lajcie… o co kaman ??? ) oraz miliard sekund do urwania…

Ja tego tak nie zostawię.

c.d.n.