RinasStory – część 15 – Tuoniak w natarciu!

wpis w: RinasStory | 1

… radość, satysfakcję i motocyklowe spełnienie – to mi dawała jazda Aprilią Tuono i nasze wspólne szaleństwa. Mimo to, nowy rozdział moich i Tuoniaka wariacji – był nieunikniony. Jazda na drodze była coraz bardziej niebezpieczna – zapierdzielałem zdrowo a w końcu miasto to nie tor, a więc…

Wybrałem się na karting.

Po 2 latach, od pierwszego razu na kartingu na VFR-ce – wracam tam. Historia zatacza koło, a ja długo kazałem na siebie czekać…

Cóż. Początek i pierwszy wyjazd na nitkę kartingu w Lublinie na Aprilce to wielkie rozczarowanie. Chyba nie muszę wspominać, że jechałem z zamiarem bycia najszybszym i bicia rekordów??? Rzeczywistość, jak zwykle – na początku była bolesna. Przede wszystkim, narowiste i litrowe v2 to nie był dobry pomysł na karting. Ja o tym, wtedy – nie wiedziałem. A więc sporo musiałem się namęczyć z operowaniem gazem i nie wylądowaniem w malinach.

Otwieranie gazu na 2gim biegu w wolnym zakręcie na prawie 140-konnym widlastym silniki – należy do tych spraw w życiu, do których trzeba się przyłożyć naprawdę sumiennie i rzetelnie

Ale nie żałuję tego, nauczyło mnie to płynnie i łagodnie operować gazem co zostało mi do dzisiaj. Nawet na 600 gdzie margines błędu jest większy, nie wariowałem potem. Finalnie może i to nawet trochę źle bo jeździłem po torze w zawodach być może za wolno w stosunku do tych szybszych właśnie przez to. Ale wtedy – to był klucz do pojechania szybko. Nie szarpanina, ale płynność. Wiadomo i tak mocno szarpało, ale. dało się jechać chociaż. Dodatkowo,

Tuoniak to był typowy naked a środek ciężkości był naprawdę wysoko.

Żeby kolankować, trzeba było naprawdę mocno się składać. A ja przecież chciałem zetrzeć slajdery w jeden wyjazd! No bo to przecież świadczy o poziomie „kozakowania”, hm…? Tak wtedy myślałem. Tak niestety, dalej myśli wielu trenujących.

Wyznacznikiem szybkości na torze jest… po prostu – SZYBKOŚĆ. A nie ładna pozycja, zajebistość w technice, ite pe ite de. Owszem, to nam POMOŻE jechać szybko ale czasami zbyt wiele osób zbyt wiele skupia się na wszystkim a nie na prędkości. Ja na Aprilce jechałem naprawdę pokracznie.

Śmiano się że jeżdżę „na kaczkę” no a przecież w szkołach nauki jazdy uczą inaczej…

Całe szczęście że miałem to gdzieś. Z każdym wyjazdem na karting znajdywałem sposób żeby pojechać szybciej. Teraz wiem, że wtedy – jak na tamten sprzęt, i możliwości oraz tor kartingowy – jeździłem naprawdę szybko. Zawsze byłem jednym z kilku najszybszych, a często ze sportowych motocykli byłem najszybszy i próbowałem się łapać za supermociakami. Czasami się udawało, czasami był wyjazd w trawę. Jedno, co wiem teraz – widząc po zdjęciach – to trochę przesadzałem chyba z poziomem przechyłu motocykla. Osiągałem jakieś absurdalne kąty złożeń! Teraz, patrząc na te zdjęcia, zastanawiam się jakim cudem ja się po prostu nie przewróciłem? Prędkość stosunkowo mała, pozycja nie do końca dobra, opony jako-takie ale żeby aż tak się przechylać…?

Cóż, czy było to właściwe czy nie z punktu widzenia szybkiego przejazdu przez okrążenie – nie wiem. Na pewno jakoś to ogarniałem. Nie wywalałem się, wcale. Mimo że często balansowałem na krawędzi tego motocykla, opon, swoich umiejętności – ostatecznie nie przeginałem pały i nie wywalałem się.

Ze śmiesznych tematów mogę wspomnieć, że

mój rekord na Radomiu to chyba jakoś między 130 a 150 okrążeń non-stop co wykonałem na całym 18-litrowym baku paliwa jeżdżąc prawie 1,5 godziny non-stop. NON-STOP!

Aż skończyło się paliwo! Naprawdę, byłem maniakiem. Ale lubiłem to. I już wtedy byłem wytrzymały i nie męczyłem się jazdą. Zostało mi to na później. Na treningach już w Mistrzostwach Polski przeważnie to ja jeździłem zarówno najwięcej kółek całościowo, jak i najwięcej kółek na jednym wyjeździe.

Finalnie, w 2011 roku pojechałem na karting około 5 czy 6 razy i zawsze jeździłem caaalutki dzień, czasami po 2-3 baki paliwa. Nie muszę chyba wspominać że Tuoniak palił kosmiczne ilości wachy? Z wyliczeń kiedyś chyba wyszło że

spalanie 15 czy 16 litrów na 100 km po torze to norma…

Masakra. Za paliwo zapłacisz kartą ale wrażenia są bezcenne. I wtedy, te wyjazdy naprawdę sporo mnie nauczyły.

Koniec roku 2011 – zapadła decyzja. Kupię tanio jakiś stary, zdezelowany motocykl – tylko na tor. Żebym się nie bał wywracać, żeby nie szkoda było kasy na odbudowę Tuono i żeby, w końcu – może, za jakiś czas…

zbliżyć się do swojego marzenia, jakim były wyścigi!

Zima. Szukamy. Coś tylko na tor. TANIO !!! Tanio bo dobrze i dobrze bo tanio.

Szukamy. Szukajcie, a znajdziecie – jak mówią…

c.d.n. …