Rinas poleca książkę: Sebastien Loeb – „Mój styl jazdy”

wpis w: książka & film | 0

Droga na szczyt w sportach motorowych, ogólnie – w każdym sporcie, w drodze do bycia najlepszym, najszybszym, najznamienitszym w danej dziedzinie – jest bezlitosna, trudna, pełna wyrzeczeń i ciężkiej pracy. Za odpowiedni start przeważnie odpowiadają rodzice, to oni albo – lecząc swoje niespełnione ambicje, zachęcają dziecko do konkretnego sportu albo – obserwując predyspozycje swojego malucha – wysyłają go tam, gdzie dziecko lubi spędzać czas i się odnajduje.

Mało jest wyjątków od reguły, i sytuacji kiedy ktoś w sporcie dochodzi na sam szczyt a zaczyna – naprawdę, późno. Historia sportu i ludzkości jest nieubłagana. Szczególnie dzisiaj, kiedy poziom w każdej dyscyplinie jest naprawdę wysoki. Lorenzo, Marquez i spółka w wieku 5 lat już wdychali benzynę z wydechów małych mini-moto. F1, WRC i inne dyscypliny – to starty w gokartach od małego, potem szybsze, większe wozy, droga na szczyt, dostanie się tam albo… i nie?

W sportach motorowych, mam 2 idoli którzy późno zaczynali. Pierwszy, to Troy Bayliss – uwielbiałem jego jazdę. Jego styl, pewność siebie, i po prostu – czyste ściganie, stara szkoła. Technicznie i efektownie – koślawo. Sporotowo i efektywnie – kosmicznie. Drugi mój idol to…

12193289_1677461795805076_8825479435129195515_nSeb. Sébastien Loeb

Rajdami interesowałem się tylko trochę. Kibicowałem Robertowi Kubicy, czasami śledzę wyniki. Ale w 2013 roku trafiłem na biografię Francuza. Dwa razy przeczytałem tą książkę. Dwa razy, pochłonęła mnie totalnie. Drugi raz, historia, którą już poznałem – oczarowała mnie na nowo.

Sebastien – jedynak, z przeciętnej rodziny. Trenował za młodu – z sukcesami – inny sport. Jaki? Nie powiem, odpowiedzi na wiele pytań które zadam – znajdziesz w książce. Tak naprawdę, to kocham tą historię, bo… po części – czuję jak bym czytał o sobie, w pewnych momentach. Mam z tym człowiekiem naprawdę wiele wspólnego.

Seb nie wywodzi się z żadnej „wyścigowej” rodziny ani regionu. Mało tego, nie trenował na żadnych gokartach ani mini-moto! Jak zatem trenował…? Zdradzę tylko tyle – lokalna policja go nie lubiła, a więc to mamy wspólne. Sąsiedzi go też nie lubili za noce wariacje bez tłumika. Hm… to też mamy wspólne 🙂

Człowiek, który nigdy nie marzył nawet o zostaniu mistrzem… A został!

RAJDOWYM MISTRZEM ŚWIATA 9 RAZY. 9 LAT Z RZĘDU !!!

Nikt nigdy aż tak nie zdominował żadnej dziedziny motor-sportu. Nawet Rossi czy Schumacher, byli pokonywani. Seb – nigdy. Odszedł w glorii chwały. Owszem, wracał do rajdów i wygrywał lub nie – ale nie na pełen etat. Startując całe sezony = 9 lat z rzędu był niepokonany, i tak też odszedł.

Ale czy chwała, i niebywałe pieniądze – zawróciły mu w głowie? Ani trochę. Wierny mąż, dobry ojciec. Człowiek szalenie bogaty ale nie wydający na głupoty. Jedyne jego „wybryki” to samochody i motocykle oraz… tego też nie zdradzę, ale coś co porusza się, hm… nie po ziemi i drogach 😉

12107998_1677461775805078_6765588879445861118_n

Jak sam napisał, nigdy nie chciał sławy. Pieniądze? Wiadomo, każdy ich chce ale śledząc jego lata kiedy przez naprawdę długi okres spał przed rajdem w schroniskach, jadł przysłowiową kiełbę z chlebem i nie miał grosza przy duszy – ciężko powiedzieć, czy wierzył w miliony i czy były one dla niego – wtedy – realne.

Najbardziej niesamowite dla mnie osobiście, jest jego podejście. Nie chodzi tylko o to, że liczy się tylko zwycięstwo. To cecha wspólna wielu mistrzów. I tych pojedynczych, i tych wieloletnich. Najbardziej wyjątkowe, jest to jak on widzi świat zza kółka. Nigdy nie ścigałem się autem. No, czasami piratuję po Warszawie. Nic wielkiego. Nie znam więc sytuacji z pozycji kierowcy wyścigowego czy rajdowego – od 4 kółek. Ale świat jaki ukazuje Sebastian – świat w jakim pędzi się 200 km/h z odległością 1 metr od ściany drzew, na totalnym limicie, gdzie błąd grozi dużo gorszymi konsekwencjami niż na motocyklu wyścigowym…

Z jednej strony, szał. Wystarczy obczaić on-boardy z WuRCy. Z drugiej strony… Szaleństwo? MADNESS?

I w tym całym ambarasie, pokazuje się sylwetka kierowcy idealnego. Szczegółowego i pedantycznego do perfekcji. Tolerującego ryzyko ale tylko do pewnego momentu. Idealnego połączenia rozsądku z szaleństwem. Dlaczego idealnego? Bo jechał na tyle szybko, żeby zgarniać majstra 9 lat z rzędu i ustanowił totalne rekordy, coś jak Rossi. Na tyle nie ryzykując nadmiernie, że… dalej żyje i naprawdę sporadycznie wylatywał z trasy.

Polecam historię, książkę czyta się dosłownie w kilka godzin. Historia mega ciekawa, chciał bym opisać wiele szczegółów ale… po co?

Przeżyj to sam.

Ja czytając tą historię, poczułem jego życie. Poczułem się jak rajdowiec. Totalnie.

Spróbuj.
Może też CI się spodoba? 😉

Foto:
http://www.wsqn.pl/
http://www.sebastienloeb.com/

10246340_1677461772471745_3466520234880782843_n