Pożegnanie … ?

wpis w: motocykle & wyścigi, motywacja | 0

15156802_1826161490935105_4182961246679709872_oDługo zbierałem się do tego żeby usiąść i napisać ten wpis. To była moja najdłuższa przerwa w twórczości od prawie 2 lat, to będzie na pewno mój najdłuższy post. Na pewno też, najważniejszy. I zdecydowanie, dla mnie – osobiście – najtrudniejszy.

Plany na sezon 2017 postawiłem bardzo, bardzo wcześnie.

Wiele razy biłem się z myślami, czy się dalej ścigać. Mam prawie 3 dychy na karku. Małe szanse na sukcesy międzynarodowe. Mimo to, zdecydowałem – jadę. Generalnie, Kawasaki sprzedane. Motocykl dalej był ( jest ) sprawny, ale przejeździłem na nim już 3 wyścigowe sezony a motocykl w 2017 roku będzie miał 8 lat a moją ambicją jest gonić lepszych – do czego potrzeba nowy, nie zmęczony i wyeksploatowany motocykl. Wybór klasy – odrzuciłem zarówno Stocki, jak i Sporty – zarówno Alpe Adria, jak i Mistrzostwa Polski. Zdecydowałem się na nowy motocykl i nową serię wyścigową. Wybór był jeden.

R6 Cup.

Zgłosiłem się do Niemców już we wrześniu. Chcę się rozwijać. Uczyć. Stąd wybór. Bardzo bałem się tego pucharu, z kilku powodów:
– same nowe tory – żadnego nie znam
– nowy motocykl – czy odnajdę się na R6?
– nowe opony – Dunlop a nie Pirelli które znam, plus drogowe a nie wyścigowe opony
– tam się ścigają już 15-latkowe i szybcy zawodnicy, czy dam radę?
– ciągle w drodze… nowe tory, a więc treningi tylko tam – wszystko za granicą; ciągle w trasie – a ja przecież bardzo dużo pracuję zawodowo, plus rodzina, plus treningi – kurde, ciężko może być
– ostatnie – $$$

Ale jednocześnie, każdy z tych powodów do obaw – jest jednocześnie zapalnikiem do podnoszenia umiejętności. FUCK IT, RINAS! YOU CAN MAKE IT! Mam wsparcie Agaty, rodziny i znajomych. Na pewno będę miał wsparcie Wasze na FB jak i na torze. Kasa? Zebrałem już połowę. Nie wiem skąd wziąć 2gą ale generalnie myślę o tym zawsze w marcu. Mamy listopad. A więc jest nieźle. Naprawdę jest nieźle.

Do R6 Cup na kolejny sezon jest bardzo dużo chętnych – a ilość miejsc oczywiście, ograniczona. Z samej Polski minimum 5 chętnych zawodników, z tego co wiem. Trzymałem więc rękę na pulsie ( Piotr, dziękuję za pomoc ) – ale od jakiegoś czasu, byłem spokojny. Niemcy potwierdzili zgłoszenie + numer startowy.
– Rinasung, achtung! numerung 20-tung jest Twojung!

Super. Pozostało dograć wiele tysięcy spraw ale „Sezon 2017” został zdefiniowany. Zacząłem się już mocno przygotowywać. Onboardy z tych wszystkich torów, przygotowanie mentalne, przygotowanie fizyczne, dalsze zbieranie kasiory. Uwierzyłem że wreszcie spełnią się moje – kolejne – marzenia. Pościgać się na wysokim poziomie. Na zachodzie. Spróbować tego. Pierwszy raz w życiu, wsiąść na nowy motocykl. Pierwszy raz w życiu, mieć szanse – takie same jak wszyscy.

Jednak, życie pisze różne scenariusze.

Często w życiu spotyka nas coś, czego się nie spodziewamy. Mimo w miarę młodego wieku, przeżyłem już naprawdę sporo. I przyjmuję wszystko. Ale czasami dzieją się takie sytuacje, z którymi ciężko się pogodzić i które totalnie zmieniają nie tyle nasze plany. Ile, całe nasze życie…

Zaistniały w moim życiu pewne totalnie nie zależne ode mnie sprawy, które zmuszają nie tyle zmiany w wyścigach, ile – prawdopodobnie – zmiany w całym moim życiu. Na pierwszy plan, na odstrzał idzie to co daje mi ogromnie dużo radości i spełnienia ale jednocześnie pochłania większość mojego czasu, pieniędzy i energii – a wszystkie te zasoby muszę skierować w innym kierunku.

Piszę to ze smutkiem, piszę mając łzy w oczach. Nie zobaczycie mnie już na starcie, ani na polach startowych.

Ani w R6 Cup, ani w Mistrzostwach Polski ani raczej – nigdzie. Nie napiszę że „kończę” ale niestety – bardzo mocno – zawieszam kontynuację startowania w wyścigach i trenowania na torze.

Generalnie, jest mi z tym ciężko. Cholernie ciężko. Nie pytajcie o powód, gdyby była potrzeba wyjawił bym go od razu. Widocznie jest wystarczająco istotny żebym podjął takie a nie inne decyzje. Znacie mnie. Wierzę w siłę człowieka. Wierzę że każdy z nas ma moc. Każdy człowiek ma w sobie tyle siły, ile trzeba. Żeby walczyć o siebie. Tworzyć swoje życie na swój sposób. Starać się szukać swoje miejsce. Swoje szczęście. Szukać swojej miłości, przyjaźni, bogactwa. Każdy z nas jest inny. I każdy ma w sobie wszystko, co potrzeba. Żeby walczyć o siebie. Żeby wywalczyć swoje własne szczęście. Jednak, wierzę też w przeznaczenie. Wierzę, że w jakiś sposób – każdemu z nas coś jest pisane. Każdy z nas, ma w życiu drogi na których skrzyżuje się z innymi ludźmi. Sytuacjami. Zdarzeniami. Nic nie dzieje się przypadkowo. Wszystko ma swój wyższy cel, którego można nie akceptować i walczyć z nim. Ale pewnych walk, nie da się wygrać.

Trafiłem – może nie na walkę – ale na totalnie nowe, nieznane dla mnie rewiry oceanu życia po którym płynę w łajbie zwanej „życie Rinasa”.

Do tej pory, moje życie mogę podzielić na coś w stylu 2 książek.

1wsza książka, to taka którą czytałem – to moje pierwsze 15 lat życia. Jeździłem rowerem, motocykle widziałem raz na ruski rok jak ktoś przez wiochę przejechał albo zbierałem naklejki z gum Turbo. To było – „jakieś” – życie. Życie marzeniami. Życie z tęsknotą. Życie, z nadzieją, że kiedyś zrealizuję to o czym myślę dzień i noc…

2gą książkę, zacząłem pisać – już sam – kiedy wsiadłem na motorynkę i przejechałem pierwsze 800 metrów po szutrowej drodze. Nigdy tego nie zapomnę. Tego co poczułem, co przeżyłem, co miałem w głowie… Tego się nie da opisać. Jedyne, co się da opisać – to decyzje, jakie wtedy podjąłem. Jeżdżę. Nie odpuszczę. Noł fakin łej. I tak zostało. A bardzo ważnym – chyba najważniejszym rozdziałem tej książki, były wyścigi.

Tak naprawdę, tylko ja wiem ile kosztowało mnie w życiu żeby dojść tu gdzie udało mi się znaleźć na koniec sezonu 2016. Każdy ma jakieś przeciwności, problemy. To że ja je miałem, nie czyni mnie w niczym lepszym. Jednak wiem, sam ze sobą czując się z tym szczęśliwy – że naprawdę sporo przeszedłem. Ogrom wyrzeczeń. Ostatnio byłem świadkiem rozmowy, kiedyś ktoś szczycił się że nigdy nie brakowało mu na jedzenie. Cóż. Mi brakowało. Nie raz, nie raz odejmowałem sobie od ust, żeby zbierać na motocykl. Ale to wiem tylko ja. I mój brzuch. Ale to już moje prywatne historie. I dylematy.

Mogę z całą szczerością i spokojem w duszy powiedzieć, że jestem wdzięczny za to co udało mi się osiągnąć czy przeżyć w świecie motocykli i wyścigów. Spełniłem wiele marzeń. Wiele spraw było kiedyś nieosiągalnych. Ale mi było mało, chciałem ciągle więcej, szybciej, mocniej. To normalne, domena ludzi ambitnych i chcących się rozwijać. Łatwo jednak wtedy zatracić, właśnie… wdzięczność. Za to co już się ma. Teraz otwierają mi się na to oczy.

Na koniec – sporo tego, ten wpis jest długi bo sporo chcę przekazać ale mam nadzieję że przeczytacie – bo…

Mam dla Was jeszcze 4 informacje.

Pierwsza.

Jestem Wam wszystkim – ogromnie wdzięczny. Pamiętam jak 2 lata temu na początku sezonu 2015 zakładałem tą stronę. Byłem prze-ra-żo-ny! Czy ktoś mnie będzie czytał? Czy kogokolwiek obchodzi co ja robię? Czy się będą ze mnie śmiali? Kibicowali? CZY BĘDĘ DLA KOGOŚ WAŻNY? Życie przyniosło wiele odpowiedzi. Że większość świata ma w dupie kim jestem i co robię – normalne, ja też nie każdym się interesuję. Ale jednak – jest grupa ludzi – która mnie nie lubi. Nie życzy mi dobrze. Nawet mnie… nienawidzi? Kiedyś się tym przejmowałem. Potem to zrozumiałem. Tak jest. Tak musi być. I tacy ludzie są tak naprawdę, bardzo potrzebni. Wróg powie Ci z mostu – nawet jak nie prawdę, to jakąś ostrą wersję Ciebie i tego co robisz. A często ma jednak sporo racji. A więc hejterzy – dziękuję że jesteście. Między innymi dzięki Wam mogłem się rozwijać. Zrozumiałem też, że – przede wszystkim – zawsze jest ktoś kto da mi wsparcie. Że są ludzie życzliwi. W pewnym momencie, zaczęło to wszystko wykraczać poza moje najśmielsze oczekiwania. Komentarze, lajki to tylko jakaś część tego co udało mi się zbudować. Generalnie największym zaskoczeniem i powodem do dumy są dla mnie… prywatne wiadomości i maile od Was. Każda rozmowa została między nami, każda wymiana zdań między Rinasem a Tobą została między Rinasem a Tobą. Zrozumiałem że w jakiś sposób pokazałem Wam, że można mieć siłę. Do walki z losem, z życiem, z sobą samym. Że nie trzeba być w czepku urodzonym żeby się realizować. Że każdy może. Jak ja mogę, to i Wy. W chwilach kiedy naprawdę miałem doła i nie chciało mi się wstawać na trening albo brakowało kasy na ściganie czy prędkości na treningach… życie było jednak łaskawe, przysyłając mi energię od ludzi. Ludzi totalnie obcych. Którzy pisali że kibicują, że są ze mną, dzielili się swoim życiem. Nigdy tego nie zapomnę, dziękuję z całego serca tym którzy wspierali mnie mentalnie oraz cieszę się że mogłem niektórym pomóc – i to jest moje największe osiągnięcie.

Druga.

Nie mogę napisać na 100 % że całkiem kończę. Ja tak łatwo nie odpuszczam. Jednak, nie mogę też napisać, że „spróbuję wrócić” – bo to pierdzielenie bzdur. Generalnie albo człowiek decyduje się że TAK i coś robi albo odpuszcza, mówi NIE i idzie dalej. Niestety jestem obecnie w sytuacji kiedy nie chcę powiedzieć NIE na zawsze ale nie mogę też powiedzieć TAK – zbyt dużo nie zależy ode mnie. Ale wyścigi to dla mnie wspaniałe chwile, kocham prędkość, uwielbiam oczekiwanie na wyścig. Uwielbiam szorowanie po asfalcie, uwielbiam wyprzedzać i lubię też… jak mnie wyprzedzają. Bo coś się dzieje. Dla mnie człowiek czuje że żyje, jak coś się dzieje. Na wyścigach i treningach ciągle coś się dzieje. Dzięki temu czułem, że żyłem. Szybko. Intensywnie. Miałem wyższy cel – do trenowania, do bycia oszczędnym, cel warty poświęceń. Nie chcę z tego rezygnować na zawsze. Ale chwilowo nie mam zbytnio wyjścia. Mam nadzieję, że dużo się zmieni – i wrócę. Oby jak najszybciej. Oby…

Trzecia.

Mimo że nie zobaczycie mnie na listach startowych i wynikach z wyścigów, to – mimo że pierwsze myśli były właśnie takie, w chwili totalnej rezygnacji i agonii – nie zrezygnuję z prowadzenia fanpage’a. Mało tego. Zrozumiałem, że ta strona jest potrzebna – i że mam naprawdę ogrom rzeczy którymi chcę się podzielić ze światem. Wiedza wyścigowa, wiedza o motocyklach, wszystko o sporcie, diecie, motywacji. Generalnie cały ten szajs który każdy niby zna – ale którego gdzieś szukamy. Nie odpuszczę. Mało tego. Od prawie roku planowałem start z pewnym nowym projektem. Nie zrezygnuję. Trochę Was jeszcze pomęczę.

Czwarta.

Najważniejsza. Życie mnie doświadcza. Ciebie też albo doświadczyło, albo doświadcza albo… doświadczy – ale jeszcze o tym nie wiesz. Wniosek? Nie czekaj. Chcesz coś zrobić? Zrób. Chcesz komuś powiedzieć że go kochasz? Od razu całuj ze ślimakiem. Chcesz pojechać na tor? Pakuj sprzęta i jedź. Chciał byś się pościgać? Wysyłaj zgłoszenie, i startuj! Albo odpuść. Daj sobie spokój. Ale nie zwlekaj. Życie nie czeka. Nie każdy dostanie drugą, trzecią czy siódmą szansę.

Czasami zostaje nam tylko ta jedna szansa.

Ten jeden rok, dzień życia.
Ta jedna decyzja.
To jedno życie…

Czy zrobiłeś wszystko, żeby być szczęśliwym?
Czy zrobiłeś wszystko, żeby kiedyś nie żałować?
Czy dałeś z siebie wszystko?
Czy jest coś czego będziesz żałował?

Czy ja czegoś żałuję…? I tak, i nie.

TAK. Bo gdybym wiedział że to mój ostatni rok ścigania, dał bym z siebie więcej. Wciskał bym ten zasrany hamulec 5 metrów dalej. Wjeżdżał w zakręty chociaż trochę szybciej. Składał się mocniej. Odwijał tyć wcześniej. Częściej wpychał się pod łokieć. Więcej bym biegał. Starał się bardziej! Ale jednocześnie…

NIE. Nie żałuję. Bo wiem, że na dane możliwości – dałem z siebie bardzo wiele. Może nie 100 % i nie była to pełnia mojego potencjału ale… naprawdę się starałem. Mimo że chciałem więcej, to jednak uważam że mogę spać spokojnie. I dalej, żyć.

Długo myślałem, jakie dać zdjęcie do tego wpisu. Żadne mi nie pasowało. Aż w końcu, jedno wybrałem. Nie jest najlepsze. Nie jest wybitne. Ale w sumie, podsumowuje to wszystko. Całe moje życie. Życie każdego człowieka. Bo życie, to właśnie wyścig. Wyścig z czasem. Z samym sobą. Z przepadającymi możliwościami. Z każdym dniem coś nam ucieka, jesteśmy coraz starsi. Ale mimo to – zyskujemy. Mądrość, doświadczenie, co jeszcze…?

Nie stanę już, przynajmniej nie za prędko – na starcie wyścigu – na polach startowych. W kasku. Pełen obaw, czy dam radę. Pełen żądzy prędkości. Pełen żądzy… wrażeń, i życia…? Przeżywania? Doświadczania emocji, adrenaliny i wyzwań? Ale to nic. Tak naprawdę, wyścig nigdy się nie kończy. I ja, i Ty. Każdy z nas. Każdy z nas, codziennie staje do swojego własnego wyścigu.

Wyścigu MOJE ŻYCIE.

Nie możesz nikogo pokonać – poza sobą. Nie możesz być zdyskwalifikowany – chyba że przez samego siebie. Nie możesz przegrać. Chyba że z samym sobą. Co możesz wygrać? Nadzieję, radość i spełnienie. Co jest stawką? Satysfakcja. Kiedy są kwalifikacje…? Codziennie rano. Kiedy wstajesz z łóżka. Zaczynasz swój kolejny wyścig…

Zatem, lepiej żyć. Szybko. Bo wyścig jest szybki. Nie wiesz kiedy, i możesz minąć metę. Szkoda coś przegapić… Trzeba więc żyć.

ŻYĆ PEŁNIĄ ŻYCIA, każdą sekundą, każdym jednym powodem do bycia szczęśliwym.

Szanuj to co masz. Kim jesteś. Jakie masz możliwości. To jesteś Ty. Twoje życie. To Ty dostałeś wszystko co możliwe żeby żyć. Ten kto nie ma problemów i u kogo nic się nie dzieje… nie żyje. A więc żyj. Podnoś głowę, nie bój się przeciwności, i walcz o siebie. ŻYJ! Nie zmarnuj tego, co daje Ci los. Bo jutro może już to zabrać. Masz możliwości. Nie spieprz tego.

Żebyś kiedyś nie żałował.

Ja nigdy nie chcę żałować. I tak będę żył. I tego życzę też Tobie.

Pozdrawiam Was wszystkich.

#Rinas
chwilowo smutny, ale mimo wszystko… szczęśliwy – człowiek
a skoro szczęśliwy – można lajkować 😉

___________________

„Przynajmniej nie powiedzą mi, że się nie ścigałem”